Czasem wyobrażam sobie, że wciskam przycisk „reset”.
Żadnych znajomości, żadnych doświadczeń, żadnych „już wiem”.
Tylko ja — trochę starsza, może odrobinę mądrzejsza — i czysta karta.
I wiesz co?
Wcale nie zaczęłabym szybciej.
Zaczęłabym… spokojniej.
Nie spieszyłabym się tak bardzo.
Żadnych znajomości, żadnych doświadczeń, żadnych „już wiem”.
Tylko ja — trochę starsza, może odrobinę mądrzejsza — i czysta karta.
I wiesz co?
Wcale nie zaczęłabym szybciej.
Zaczęłabym… spokojniej.
Nie spieszyłabym się tak bardzo.

Kiedy zaczynamy coś od zera, wydaje nam się, że musimy nadrobić czas.
Że inni są już daleko, a my dopiero zakładamy buty.
Dziś wiem, że ten wyścig jest trochę iluzją.
Każdy ma swoją trasę, swoje tempo i swoje przystanki.
Zamiast więc pędzić — uczyłabym się uważniej.
Zamiast więc pędzić — uczyłabym się uważniej.
Słuchała siebie częściej niż cudzych oczekiwań.
Mniej porównań, więcej działania.
Gdybym zaczynała jeszcze raz, szybciej zrozumiałabym jedną rzecz: porównywanie się to najkrótsza droga do zniechęcenia.
Zamiast scrollować i myśleć „oni już są tam, gdzie ja chcę być”, zrobiłabym jedną małą rzecz w swoją stronę.
Mniej porównań, więcej działania.
Gdybym zaczynała jeszcze raz, szybciej zrozumiałabym jedną rzecz: porównywanie się to najkrótsza droga do zniechęcenia.
Zamiast scrollować i myśleć „oni już są tam, gdzie ja chcę być”, zrobiłabym jedną małą rzecz w swoją stronę.
Nawet niedoskonałą.
Nawet niepewną.
Bo ruch — nawet drobny — zawsze wygrywa z analizą bez końca.
Pozwoliłabym sobie na błędy (wcześniej).
Kiedyś traktowałam błędy jak dowód, że się nie nadaję.
Pozwoliłabym sobie na błędy (wcześniej).
Kiedyś traktowałam błędy jak dowód, że się nie nadaję.
Dziś widzę w nich… instrukcję obsługi życia.
Gdybym zaczynała od zera, szybciej zaakceptowałabym, że potknięcia są częścią drogi, nie jej końcem.
Gdybym zaczynała od zera, szybciej zaakceptowałabym, że potknięcia są częścią drogi, nie jej końcem.
I że czasem najwięcej uczymy się właśnie wtedy, gdy coś nie wychodzi.
Nie czekałabym na „idealny moment”
Bo on nie istnieje.
Zawsze będzie coś: brak czasu, brak pieniędzy, brak pewności.
Nie czekałabym na „idealny moment”
Bo on nie istnieje.
Zawsze będzie coś: brak czasu, brak pieniędzy, brak pewności.
Gdybym mogła coś zmienić, zaczęłabym wcześniej — nie dlatego, że byłabym gotowa, tylko dlatego, że gotowość przychodzi w trakcie.
Dbałabym o siebie tak samo, jak o cele.
To chyba najważniejsze.
Łatwo jest wpaść w tryb „jeszcze trochę, jeszcze więcej, jeszcze szybciej”.
Dbałabym o siebie tak samo, jak o cele.
To chyba najważniejsze.
Łatwo jest wpaść w tryb „jeszcze trochę, jeszcze więcej, jeszcze szybciej”.
Tylko że bez energii, spokoju i zdrowia żadna meta nie smakuje dobrze.
Gdybym zaczynała od zera, pilnowałabym równowagi.
Gdybym zaczynała od zera, pilnowałabym równowagi.
Nie idealnej — prawdziwej.
Takiej, w której jest miejsce na odpoczynek, śmiech i nic nie robienie.
I wiesz co?
Mimo wszystko… nie zmieniłabym wszystkiego.
Bo każda pomyłka, każda decyzja „nie tak”, każde zawahanie — doprowadziły mnie tutaj.
A „tutaj” jest dokładnie tam, gdzie mogę zacząć kolejny raz.
Może nie od zera.
Ale od siebie.
Może nie od zera.
Ale od siebie.
Trzymajcie się ciepło.
Buziaki =*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję, że jesteście tutaj ze mną.
Każdy komentarz motywuje mnie do dalszej pracy. =)